O kłopotliwych mejlowych „witaczach”

Zwrot do adresata w formie „Witam” wyraża wyższość nadawcy wobec odbiorcy (…). Stosownie użyta forma „Witam” dotyczy tylko takich sytuacji, jak powitanie gości przez gospodarzy czy powitanie odbiorców radiowych i telewizyjnych wypowiadane przez prowadzących audycje – tak napisała prof. Małgorzata Marcjanik z Uniwersytetu Warszawskiego na pewnym internetowym forum, wywołując burzliwą dyskusję.

Nie omieszkałem się wtrącić:

Nigdy bym nie napisał „Witam” w liście, a nawet gdziekolwiek. Ale to kwestia może przewrażliwienia? Nie krzyczę w każdym razie ani nawet nie protestuję, gdy ktoś tak do mnie się zwraca. Nie dlatego wszakże, iż mi się taka forma podoba, jeno przez delikatność. Bo prawdę mówiąc… mam ochotę delikwenta za to ugryźć. Ot, taki hipokryta ze mnie.

Na co tymi słowy zareagował „Kombinat Słów”: No dobrze, ale proszę mnie przekonać . Argumenty „bo nie” nie trafiają do mnie jakoś. I cała ta awantura o „witam”, rozpętana przez pana Rusinka bodajże… Proszę podać jakieś trafne sformułowanie zamiast „witam”. Dzień dobry? Szanowny Panie?? Hm…

Wywołany do tablicy poczułem się w obowiązku przemyśleć sprawę gruntownie. Bo faktycznie – dlaczego jednych ludzi pewne słowo razi, mierzi i omijają je dużym łukiem, gotowi gryźć za ich używanie, a inni nie widzą w nim niczego złego?

Z zacytowaną na wstępie opinią pani profesor zgadzam się w stu procentach. Tak samo odczuwam tę „wyższość”, to akcentowanie „przewagi” człowieka mówiącego bądź piszącego do kogoś „Witam”. Dlaczego? Wcale nie „bo tak”; istnieją ważkie tego odczucia przyczyny, trudno je jednak wyartykułować, bo sprawa dotyczy niuansów. Nie da się ich opisać w dwóch zdaniach, dlatego ten mój artykulik tym razem nie będzie krótki.

Ciężko jest wyjaśnić, dlaczego pies nazywa się po polsku pies, a nie hund albo sobaka; dlaczego kot to kot, a nie np. mysz bądź kura lub słoń. Tak samo bardzo trudno wytłumaczyć, dlaczego pewne wyrażenia tracą lub zyskują swoiste nacechowanie, a nawet całkiem zmieniają znaczenia i np. wulgarne niegdyś określenie „kobieta” z czasem (parę wieków to trwało) stało się dziś zupełnie neutralne, natomiast posypywanie pieprzem, czyli za przeproszeniem „pieprzenie”, to słowo przedziwnie wieloznaczne i przynajmniej niestosowne, nie nadające się do użytku w przyzwoitej wypowiedzi. Podobnie rzecz się ma ze słowem, które jest tematem niniejszego wywodu. Może dlatego owo „Witam” wydaje mi się niesympatyczne, że akcentuje „ja”, pierwszą osobę. Da się tu bowiem zauważyć potencjalne rozwinięcie (w domyśle): „To ja tu witam”, ja – podmiot, ja – gospodarz, ja – u siebie będący, a ty jesteś właśnie przeze mnie witany. Nadrzędność „witacza” i brak uprzejmości niezbyt mocno, ale jednak uderza z tej analizy. Wiem, Ty, Drogi „Kombinacie Słów”, oraz Ty, Każdy Inny Miły Czytelniku, używając słowa „Witaj”, oczywiście nie masz takiej intencji, broń Boże! Ani Ci w głowie wywyższanie się. W dodatku żywisz wobec adresata jak najlepsze uczucia, szacunek, a może nawet miłość! Ale cóż ja na to poradzę, że ów adresat może w tym powitaniu taki niedelikatny odcień spostrzec. Nie musi, ale może. I po prostu trzeba to wziąć pod uwagę.

Zauważ ciekawą rzecz: forma „Witaj!” (koniecznie z wykrzyknikiem!) nie zawiera tego elementu. Powiedziałbym nawet, że jest w nim serdeczność, słyszę w nim radość ze spotkania! Owszem, też jest „z górnej półki”, osoba je pisząca lub mówiąca daje sygnał (niechcący czy chcący), że należy do ludzi kulturalnych, używających literackiej polszczyzny. Bo owo „Witaj!” też cechuje się jakąś górnolotnością (dlatego sam tego powitania używam niezwykle rzadko), a jednak wydaje się znacznie przyjemniejsze dla wrażliwego odbiorcy. Porównaj hasło „Żegnam” i „Żegnaj” na zakończenie jakiegoś dramatycznego listu. Czy widzisz analogię? Jest ogromna! Pierwsze jest niesympatyczne, oschłe, zimne, stanowcze, nie znoszące sprzeciwu. Koniec i szlus, precz z moich oczu! W drugim także jest patos, nadzwyczajność – lecz można w nim również wyczytać osobisty stosunek piszącego do czytającego, jakąś czułość, smutek, wręcz dramat. Tego nie ma w słowie „żegnam”. Tak samo jak w słowie „witam” nie ma cienia sympatii. Jest za to jakaś sztywność, oficjalność i rzeczowość.

Zdecydowanie odradzamy zatem witać słowem „Witam”. A co w zamian? Jak powitać adresata naszej korespondencji – listu papierowego lub elektronicznego?

Nie napiszę tu chyba niczego nowego, jeśli stwierdzę, że możliwości jest mnóstwo. Przede wszystkim trzeba to zrobić uważnie, poprzedziwszy tę czynność namysłem nad osobą, z którą mamy do czynienia. Czy to osoba starsza czy młodsza od nas, czy to kolega/koleżanka, a może postać oficjalna, urzędnik czy profesor. Stosownie do powyższego można zacząć pisanie pospolicie albo elegancko, zwyczajnie albo uroczyście, na luzie albo z powagą, urzędowo albo osobiście, z nutką intymności. Zawsze – z szacunkiem i wyczuciem! „Szanowny Kombinacie Słów” – tak bym zaczął list do mego Adwersarza. Nie ma niczego zdrożnego w rozpoczynaniu e-maila (bo właśnie ten „gatunek literacki” mamy tu głównie na uwadze) wyrażeniami „Szanowny Panie” czy „Dzień dobry”. Przeciwnie – należą one do najlepszych i najbardziej „uniwersalnych”. „Szanowny Panie (Profesorze / Prezydencie / Inspektorze)”, „Szanowna Pani (Mecenas / Redaktor / Przewodnicząca)”, „Szanowni Państwo” – jak najbardziej, wydaje mi się to oczywiste. „Dzień dobry Pani / Panu” też przecież może być (nawet jeśli owa pani / ów pan odbierze mejla w nocy – przecież się nie obrazi, najwyżej się uśmiechnie, na zdrowie). Gdy adresata dobrze znamy, jest np. sąsiadem albo kolegą po fachu widywanym często w pracy, ale jeszcze nie mówimy sobie po imieniu, nie zawadzi go tytułować „Drogi Panie Eugeniuszu” lub „Miły Panie Sąsiedzie” albo krótko „Panie Gienku” itp.; często może to być zwykłe „Cześć”, „Czołem”, a nawet obco brzmiące, ale sympatyczne „Halloooo” czy powszechne przecież „Hej!”.

Naprawdę mamy nieskończenie dużo możliwości, nie sposób tu wszystkie wyliczyć. Byle z sympatią i życzliwością oraz z przekonaniem, że nawet jeśli popełnimy gafę, adresat odpłaci nam tym samym dobrym uczuciem, jakie mamy dla niego. W każdym razie na pewno nas za to nie ugryzie, w końcu czyta ten nasz list gdzieś daleko i nie sięgnie.

 

Z komentarzy na Facebooku

Jolanta Reisch zgadzam się połowicznie i osobiście nie potępiam “witam” aż tak mocno – do lamusa wg mnie powinna odejść forma Szanowny Panie Stanisławie – nadęta, pompatyczna, nie przystająca do komputera czy smartfona, pokryta patyną, nieżyciowa – stosowana jedynie w zakurzonym świecie niedowartościowanych naukowców – gdzie indziej nie trzeba sobie “szanownopanować”, bo szacunek można okazać czynem a nie słowem. A co z witam serdecznie Szanownego Pana – a może po prostu – witaj!

Wytwórnia Słów i jeszcze ten szanowny pan, wsparty tytułomanią – Szanowny Panie prawie Magistrze… i czołobitny uśmiech. O właśnie, ten “szanowny” kojarzy mi się z tak kultywowaną w Polsce czołobitnością. Ciekawe, mieszkając lata na tzw zachodzie nigdzie się z taką uniżonością tytularną jak w Polsce, nie spotkałam, czasami przypomina mi to postawę dobrego kamerdynera z jego pełnym czołobitności My Lord! My Lady – świat biegnie do przodu, nawet w takiej dziedzinie jak nagłówki listów – pozdrawiam serdecznie w dwóch osobach.

 

* * *

Ależ mnie Panie zaskoczyły! Okazało się, żem konserwa pokryta patyną. Nie szkodzi. Taki stan pewnie przychodzi z wiekiem i w ogóle nie boli, a może to kwestia charakteru i przyjętych przez człowieka wzorców – jednemu one imponują, innego denerwują, a innemu to obojętne. Mnie nie jest obojętne. Polskie formy grzecznościowe (ale nie tylko polskie, mają ich mnóstwo i Niemcy, i Rosjanie, i inne nacje) z nie lubianymi przez Panie, jakoby patetycznymi „Szanowny Panie” na czele uważam – uwaga, uwaga! – za DZIEDZICTWO NASZEJ KULTURY, które należy chronić jak drogocenne zabytki, konserwować i przekazywać następnym pokoleniom. Ale nie w muzeach. W żywym języku! Wcale nie żartuję. Mamy w nowej, „nowoczesnej”, „trendy” polszczyźnie tyle prostactwa, tyle wulgarności, tyle – przepraszam – chamstwa, że te oazy tradycji i kultury naprawdę WARTO PIELĘGNOWAĆ.

Nie szkodzi, że to – jak Panie były to łaskawe określić – „pompatyczne”, „czołobitne”, „uniżone”. Pisze Pani Jolanta: „szacunek można okazać czynem, a nie słowem”. A nie można słowem też? Można, a nawet trzeba! Uważam, że tego wymaga grzeczność, dobre maniery. Że staroświeckie? Kindersztuba to przeżytek, uważają Panie? Czy w takim razie anglosaskie „tykanie”, spoufalanie się nauczycieli z uczniami, profesorów ze studentami, „kumplowanie się” rodziców z dziećmi to jest dobry, rozsądny model? To ma z tematem dużo wspólnego. Bo to wszystko się składa na wychowanie, na kulturę, na relacje między ludźmi.

I cóż złego, że piszemy do kogoś „Szanowny Panie”? Dobrze, przyznam się Paniom, Państwu, że ja tej formy nie używam zbyt często, wtedy jedynie, gdy żywię do adresata nadzwyczajny szacunek, podziw, respekt. Albo gdy mam do czynienia z osobą wiekową, sędziwą. Albo gdy list bądź e-mail ma charakter uroczysty, odświętny, jest szczególnie ważny. Do redaktora gazety zwykle piszę po prostu „Panie Redaktorze”, do przyjaciół, kolegów – zwyczajnie: „Dzień dobry”, „Cześć” – albo w ogóle te zwroty pomijam, gdy mejle wymieniamy często i są krótkie, gdybym natomiast pisał list do prof. Miodka czy do naszego opolskiego rektora Niciei, nie wahałbym się przed napisaniem „Wielce Szanowny Panie Profesorze”. Staroświeckie? Pompatyczne? Uniżone? Nie szkodzi, tak powinno być, takie zwroty w tym wypadku uważam za jak najbardziej stosowne.

Zgadzam się wszakże, iż nie należy nadużywać „Szanownego Pana”. Żeby nam się nie zdewaluował, nie spospoliciał. I żeby nasze wypowiedzi broń Boże nie przypominały kabaretowego skeczu o kelnerach, lokajach i „jaśniepanach”. Niech będzie na wyjątkowe okazje. Proszę mimo wszystko: nie zamykajmy go w muzeum polszczyzny!

K.


Wasze komentarze (7):

  1. janusz:

    tak trzymać !

  2. Anonim:

    Tak? To znaczy jak? Poproszę o konkretne wskazówki. :)

  3. korektor:

    Odpowiadam Pani Teresie, która zadała mi pytanie, ale nie podała swojego adresu

    Oczywiście, że OSOBNO.
    Przymiotniki w stopniu wyższym i najwyższym zawsze piszemy osobno z przeczeniem. Obowiązuje tu jednoznaczna zasada, nie ma żadnych wątpliwości.

    Pozdrawiam

  4. Kubek:

    “Przymiotniki w stopniu wyższym i najwyższym zawsze piszemy osobno z przeczeniem. Obowiązuje tu jednoznaczna zasada, nie ma żadnych wątpliwości”.

    Nie zawsze i niejednoznaczna. (Kusiło mnie, by postawić spację między “nie” a jednoznaczna”. Akcent pada tu wyraźnie na “nie” i następuje krótka pauza między tą partykułą a dalszym przymiotnikiem. “Niejednoznaczna” jest tutaj jakby skrótem zdania “nie jest jednoznaczna”. W mowie zabrzmiałoby to jak dwa osobne wyrazy. A jednak nie znam żadnej reguły, która pozwalałaby na pisownię rozłączną. A pan?)

    W każdym razie przymiotniki w stopniu wyższym piszemy łącznie z przeczeniem w jednym konkretnym przypadku. Kiedy chodzi nam o wyraźną cechę przeciwstawną danego przymiotnika. Na przykład w zdaniu: “Jaś jest niegrzeczniejszy od Oli. To chyba najniegrzeczniejsze dziecko z całego przedszkola!”

    http://sjp.pwn.pl/zasady/Przed-przymiotnikami-i-przyslowkami-w-stopniu-wyzszym-i-najwyzszym;629527

  5. Korektor, tutejszy:

    Racja, racja po dwakroć! Dociekliwy Kubek zawsze znajdzie jakiś wyjątek od reguły. Ja czasami w swych krótkich odpowiedziach muszę upraszczać. Bo to ma być właśnie KRÓTKA odpowiedź. Rozbudowanie jej o rozliczne wyjątki od reguły, w dodatku dość trudne do wyjaśnienia, mogłoby spowodować, że P.T. Czytelnik zrezygnowałby z czytania. Owszem, to jest straszne dla perfekcjonisty, jakim niewątpliwie jest Kubek, ale taką mamy rzeczywistość. Na swoje usprawiedliwienie muszę też dodać, że moja odpowiedź dotyczy zwykle jakiejś konkretnej sprawy, która wymaga jednoznacznego rozwiązania, a nie wdawania się w karkołomne niuanse. Nie zawsze “lepsze jest wrogiem dobrego”.

  6. Kasia:

    Może trochę nie na temat, ale na swoją obronę dodam, że połączenie pojawia się w jednej z wypowiedzi; napiszemy: gdzieś indziej czy gdzie indziej? Chłopaki i dziewczyny poszły czy chłopaki i dziewczyny poszli? Jestem rozdarta… Stawiam na “gdzie indziej” i “poszły”.

    Liczę na pomoc!

  7. K.:

    Ależ nie warto się rozdzierać z takich powodów! Tym bardziej że stawiasz (a może stawia Pani) słusznie! :)
    „Chłopak” – mimo że to rzeczownik męskoosobowy, bo odnosi się do osoby płci męskiej – w mianowniku liczby mnogiej „chłopaki” musi być traktowany jak niemęskoosobowy. A to znaczy, że zdanie „Chłopaki i dziewczyny poszły” jest OK.
    Trudniejsza jest sprawa z „gdzie(ś) indziej”. Na pewno poprawnie, w zgodzie z wszelkimi zasadami, jest bez ś. Co do formy z ś zdania są podzielone. Niektórzy uważają, że jest błędna. Znalazłem np. taką oto bezkompromisową opinię:
    „Wyraz indziej występuje w polszczyźnie tylko w połączeniach gdzie indziej, kiedy indziej, nigdzie indziej i tylko takie pary są poprawne. Tymczasem łącząc w parę *gdzieś indziej, popełniamy swoisty błąd nadmiaru wyrażonej informacji, zwany pleonazmem, ponieważ już samo gdzieś znaczy tyle co ‘w miejscu nieokreślonym’, więc nie ma powodu, by ów sens oddawać problematycznym połączeniem. Zatem albo tylko gdzieś, albo gdzie indziej”. Z drugiej strony w Korpusie języka polskiego (którego przeglądanie wszystkim gorąco polecam!) pod adresem
    http://sjp.pwn.pl/korpus/szukaj/gdzie%C5%9B-indziej.html
    znajdziemy mnóstwo cytatów przeczących tej opinii.
    Trudno jednoznacznie ocenić, czy „gdzieś indziej” to błąd. Uważam, że jest to mniej prawidłowa wersja tego samego wyrażenia, ale czy bardzo zła? Okazuje się potrzebna, ma nieco inny odcień, trudno to sprecyzować, jakby „dookreślający”. Nie podzielam więc tak skrajnej negatywnej oceny. Ale z pewnością bezpieczniej jest „po bożemu” – bez ś. Jeszcze raz zatem Twój wybór jest słuszny.
    Pozdrawiam!

Dodaj swój komentarz